Katarzyna Manikowska | www.Figus.pl – figurki do sklejania

Malowanie popiersia suchymi pigmentami -sbs

Parę dni temu robiłam tutaj recenzję popiersia zakonnicy z Castle Miniatures – niemal natychmiast dziewczyna trafiła pod pędzel. Malowałam ją jedną z moich ulubionych technik, czyli suchymi pigmentami. Oczywiście, że nie ja tę technikę odkryłam, ale lubię ją i pomyślałam, że fajnie byłoby się nią podzielić z innymi figurkowcami. Tak więc… Zakonnica ma lekko murzyńskie rysy twarzy – może jest mulatką? W każdym bądź razie, cera jasnobrązowa, nie różowa. A skoro cera brązowa, to i reszta stroju w brązach. Jako główny punkt narracji wybrałam krzyż na piersi siostry, jako punkty pomocnicze – jej oczy. One i tylko one mają prawo tworzyć kolorystyczny kontrast z resztą popiersia, są punktami ściągającymi wzrok widza i zatrzymującymi go na sobie. Przy czym krzyż jest znacznie ważniejszy, i on ma być widoczny jako pierwszy. Uwaga – tak naszkicowana zakonnica jest „opowieścią z tezą”, manipulacyjną, kierunkową i tendencyjną. Miejcie to w pamięci czytając. Najpierw malowanie Faza pierwsza: osadzenie popiersia na postumenciku, czarny akrylowy podkład, bazowy kolor na twarz. Habit i welon – dwa odcienie ciemnego brązu, farba nakładana suchym pędzlem. Usta – ciemnocielisty (Tanned Flesh Cytadeli), białka oczu (Pale Flesh Vallejo – nigdy nie czysto biały!), krzyż (srebrny), czepek (to białe „coś” z szaliczkiem na szyi) – Off White albo Elf Flesh Vallejo. Nie biały i nie szary, generalnie obracamy się w brązach i żółciach, ciepłych, żadnych zimnych szarości. Cieniowanie figurki pigmentami Teraz wracamy do habitu i welonu. Oba będą brązowe, przy czym każdy w nieco innym odcieniu brązu. Tu już zaczynamy zabawę z suchymi pigmentami. Na zdjęciu poniżej wystawiłam – w kolejności od najciemniejszego do najjaśniejszego – wszystkie, których użyłam: Przedostatni w drugim rzędzie to piaskowy. Firmy różne, od Vallejo i MiGa poprzez Mirage do jakichś czeskich produktów.  Suche pigmenty nakładam suchym, miękkim pędzlem, nie nazbyt szerokim ale i nie retuszerskim. Rozprowadzają się miękką, delikatną warstwą, nadmiar co jakiś czas po prostu zdmuchuję. Pigmenty ładnie...

Zakonnica z Castle Miniatures, popiersie 1/9

Kolejne fajne popiersie, które ostatnio sobie kupiłam. Tym razem temat zupełnie nie militarny. Proste popiersie daje jednak wiele możliwości malarskich. Popiersie podpisane jako „Sister of Mercy”. Castle Miniatures, rzeźbiarz Yuri Serebryakov. Przedstawia tzw. „ogólną” siostrzyczkę, nieprzypisaną do jakiegoś konkretnego zakonu. Strój, który zakonnica ma na sobie, jest nieco podobny do habitów benedyktynek czy bernardynek, ale nie upieram się przy tym.    Twarz figurki Ciekawe są rysy twarzy tej dziewczyny, takie z lekka murzyńskie, mulacie. W sumie twarz bardzo ciekawa, łagodna, jasna. Wyobrażam ją sobie tak – czarny welon i habit, biały „szaliczek” pod szyją, twarz o lekko ciemniejszej niż europejska karnacji. Jasne, świetliste oczy, jasny krzyż na szyi, będący zarazem źródłem światła. Jakośc rzeźby Sama rzeźba jest bardzo delikatna, staranna, dopracowana, wygłaskana. Zwróćcie uwagę na „kaszkowatą” fakturę welonu, ciekawie imitującą grubą wełnę. Dostałam zakonnicę wczoraj, i od razu ją osadziłam na postumenciku, zapodkładowałam, teraz czekam, aż...

Nefretete, piękna królowa: popiersie Aleksandros Models

  Tę twarz znamy chyba wszyscy. Nefretete albo Nefertiti, królowa Egiptu sprzed 3,5 tysiąca lat. Typowa celebrytka: znana wyłącznie z tego, że jest znana. Nie zasłużyła się niczym, przynajmniej niczym szczególnym. Może w ogóle nie bylibyśmy świadomi jej istnienia, gdyby nie przepiękne, doskonale zachowane popiersie, znalezione w 1932 roku. Ta twarz intrygowała mnie od zawsze. Myślałam: gdyby tak porządna figurka… I ucieszyłam się: firma Aleksandros Models wypuściła metalowe popiersie Nefretete w skali 1/10. Kupiłam. Odlewy dość rosochate, będzie sporo szlifowania i wygładzania, ale nic to. Najważniejsza jak zwykle jest twarz. Fenomenalnie piękna twarz.   Nefretete jak żywa Oryginalne egipskie popiersie, to znalezione w Tell-el-Amarnie, przedstawia królową wypięknioną i ucharakteryzowaną „dla fotografów”. Twarz gładka jak po operacji plastycznej, pokryta grubą warstwą makijażu. Czekając na nadejście przesyłki z figurką zastanawiałam się – czy Aleksandros już wyrzeźbił makijaż na twarzy, czy pozostawił to modelarzowi? I ucieszyłam się po raz kolejny widząc, że pozostawił. Podobieństwo rzeźby do popiersia z Tell-el-Amarna jest uderzające. Klasyczne rysy, charakterystyczne duże oczy półprzykryte ciężkimi powiekami. W momencie śmierci Nefertete miała około czterdziestu lat, czyli twarz już dojrzała, zindywidualizowana przeżyciami i historią życia. Przyjrzyjcie się zdjęciom rzeźby: wyraźnie widać znużenie, widać ciężar korony, którą pięknej Nefretete przyszło nosić. Widać smutek, widać autorefleksję. Inspirujące popiersie Malunek na pudełku taki sobie, bardziej hieratyczny niż ludzki. Nie szkodzi. Da się zdjąć makijaż, nieco rozjaśnić twarz, ożywić oczy. Jestem zachwycona tym popiersiem. Pozwoli mi ono, jeśli dramatycznie czegoś nie spaskudzę, pokazać żywego, czującego, myślącego człowieka – pokazać go bez martwej tapety makijażu. Ot, wyobraźmy sobie – wstała królowa rano, podeszła do lustra, włożyła na głowę ciężką tiarę, sama sobie spojrzała w oczy… Zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem… Piękna figurka. Tyle Wam...

Young Miniatures: USMC, Vietnam Hue 1968, 1/10

Popiersia Young Miniatures mają w sobie coś, co sprawia, że aż chce się je malować. Są delikatnie, nienachalnie rzeźbione, a przy tym bardzo prawdziwe. Nie przekombinowane, nie nazbyt ekspresyjne, nie teatralno-operetkowe. Owszem: po niemal wszystkich twarzach Young Miniatures widać tę samą rękę rzeźbiarza (posągowe, klasyczne rysy, twarze przystojne w taki trochę filmowy sposób) – ale przy odrobinie pracy pędzlem da się z każdej z nich wyciągnąć indywidualne cechy. Popiersie, przedstawiające młodzieńca z USMC, Hue 1968, to właśnie coś takiego: czysta przyjemność malowania. Popiersie żołnierza Marines z Hue firmy Young Miniatures Wartość tego popiersia młodego Marinesa z Young Miniatures lepiej ocenimy, poznając najpierw kilka szczegółów historycznych. Walka o Hue podczas ofensywy Tet w 1968 roku to jedno z wyjątkowych wydarzeń podczas wojny w Wietnamie. Inaczej niż w innych miastach, jak np. w Sajgonie, do walki nie przystąpiły tu lokalne jednostki Vietcongu, ale regularne oddziały Armii Wietnamu Północnego. Dowództwo amerykańskie początkowo zbagatelizowało doniesienia z Hue, i wysłało tam nieliczne oddziały Marines. Ostatecznie piechota morska musiała przez wiele dni wgryzać się w umocnione przez regularną armię miasto. Vietcong w Sajgonie i okolicach został szybko rozbity i po ofensywie TET nie był już poważnym przeciwnikiem. Wojsko z północy było w Hue bardzo trudnym przeciwnikiem, i Marines musieli wziąć udział w najgorszym rodzaju walki – zdobywaniu miasta. Recenzja in-box popiersia  Young Miniatures: USMC, Vietnam Hue 1968, Nr YM1817, skala 1/10. W zestawie części dostajemy całkiem sporo:  Odlane są z dość twardej, ale nie nazbyt kruchej żółtawej żywicy, typowej dla Younga. Trochę śmierdzącej, ale można z tym żyć. Odlewy czyste, bez bąbli, gładkie. Klamotów jest, jak wspomniałam, dużo: granaty, radiostacja, antena, słuchawka telefonu, zwinięty w spiralkę drucik jako kabel. Składa się to wszystko bezproblemowo, nawet drucika jest tyle ile trzeba, ani za dużo, ani za mało. Najważniejsza część figurki: twarz Tu właśnie najlepiej widać to, o czym pisałam na początku: ową nienachalność rzeźby. Niektóre figurki...

Inbox: Stalingrad, Russian Children, Nr S-3541

Wojna to nie tylko sprzęt. Wojna to przede wszystkim człowiek. Zaś człowiek to nie tylko uzbrojony po zęby żołnierz: wojna ogarnia przede wszystkim tych, którzy chcieliby jej uniknąć – czyli bezbronnych, bezradnych cywilów. Takich jak bohaterowie niniejszego inboxa. Figurki cywili ze Stalingradu Rosyjska firma Stalingrad wypuszcza ciekawe figurki „drugowojenne”, przedstawiające żołnierzy w tzw. normalnych pozach, a także cywilów. Na ten zestaw trafiłam kilka lat temu w sieci: chłopaczek w kufajce i ogromnych buciskach i dziewczynka z wtulonym pod płaszcz kotem. Zachwyciłam się. Grzebiąc w sieci znalazłam jeszcze zdjęcie, które posłużyło rzeźbiarzowi jako wzór do postaci dziewczynki. Chłopaczka nie szukałam, bo też zestaw wydał mi się ciekawy głównie ze względu na dziewczynkę i jej kota. Części figurek w pudełku W miękkim, kartonowym pudełeczku znalazłam trzy woreczki strunowe z częściami figurek. Wyrzeźbione z miękkiej, nie kruchej, szarej żywicy, kontury ostre. Na częściach widać drobne niedolewki i szwy, ale to bez problemu da się usunąć. Figurki proporcjonalne, twarze żywe, rzeźba bardzo dobra. Chłopaczek ma andrusowską, cwaniacką buzię i zawadiacko nasuniętą na czoło czapkę z daszkiem. Ubrany jest w jakąś starą kufajkę i buty po kimś dorosłym: wszystko za wielkie, niekształtne. Dziewuszka – mniejsza od chłopca – dla odmiany w ogóle nie ma butów, na głowie ciasno zawiązaną chuścinę, na sobie wielki, również dorosły, płaszcz – a pod płaszczem kota. Wielkiego kota. Troska pomimo horroru wojny Ten zestaw pokazuje jedną ważną rzecz: że nawet w tak skrajnie złych, niekorzystnych warunkach jak wojna – nawet wtedy człowiek potrafi zatroszczyć się o kogoś słabszego niż on sam. Dziewczynka trzymająca kota pod płaszczem sama jest biedna, może głodna, samotna wśród grozy wojny – a jednak pamiętała, żeby uciekając wziąć ze sobą kota. I wsadziła go pod płaszcz, żeby stworzeniu nie było zimno. Ot, takie trochę filozofowanie nad kilkoma kawałkami żywicy. Bardzo się cieszę, że kupiłam ten zestaw. Bardzo też się cieszę, że niedługo pomaluję te...