Przeglądasz kategorię: Recenzje

Zestaw Farb do Mechas – Hataka Hobby

Mechas to wdzięczny temat modeli figurkowych. Roboty bojowe bliskiej przyszłości ze smakiem Science Fiction lub klimatem III Rzeszy ’46+ to bardzo efektowne modele. Dodajmy figurkę załogi i tonę weatheringu i czego chcieć więcej dla chwili relaksu w oparach rozcieńczalnika.Hataka Hobby to nowa firma na polskim rynku, ale rozmachem przebija chyba wszystkich. Ponad 40 zestawów farb i  blisko 200 kolorów w klasycznej buteleczce 17ml. Farby doskonale malują się aerografem, a ich receptura dorównuje liderom rynku. Po serii zestawów do malowania modeli samolotów i czołgów, pojawił się zestaw do Mechas.   HTK-AS41 “Combat Mechas & Robots paint set” Combat Mechas & Robots to zestaw farb, do malowania różnych schematów malowania humadoidalnych robotów wojennych (mechów i robotów sterowanych radiowo). Aby osiągnąć realistyczne efekty, należy rozpocząć malowanie aerografem z farbą podkładową HTK-A901 Mecha Black Grey. Następnie można nałożyć cienką warstwę farby podkładowej HTK-A904 Mecha Grey Base i następnie, HTK-A905 Mecha Grey Shadow, do podkreślenia jaśniejszych partii modelu. Tej samej metody można użyć podczas malowania kamuflażu, z użyciem HTK-A906 Mecha Green Base i HTK-A907 Mecha Green Flash. HTK-A104 Traffic Yellow, może być użyty do malowania odblaskowych elementów Mecha. HTK-A902 Mecha Red Oxide to kolor do malowania elementów, które pozostały w kolorze podkładu, a HTK-A903 Mecha Metallic Blue dodaje błysku części lakierowanych. Zestaw kolorów Mecha i robotów kupisz w sklepie Arma Hobby...

The Weathering Magazine No 8. – Wietnam

Czasopismo The Weathering Magazine wydawane przez Miga Jimeneza zdobyło sobie już pewną popularność. Każdy z numerów omawia inny aspekt postarzania modeli czołgów, samolotów i okrętów. I jakkolwiek techniki te są użyteczne przy wykonaniu figurek, a zwłaszcza ich podstawek – można zadać pytanie, dlaczego recenzujemy go w serwisie o figurkach. Odpowiedź jest prosta, numer wyłamuje się ze schematu omawiania wybranego sposobu weatheringu i zawiera wyjątkowo dużo materiałów o figurkach. Niepopularna wojna – Wietnam Już w artykule wstępnym Mig zwraca uwagę, że podobnie jak wojna ta jest kontrowersyjna w Stanach, tak też jest znacznie mniej popularna wśród modelarzy. A użyto w niej ogromnego bogactwa sprzętu, taktyki i uzbrojenia. Dla tego Mig postanowił wyłamać się i poświęcić numer modelom i technikom modelarskim z tej wojny. Zobaczmy co przyda się modelarzom figurowym. Błoto Wietnamu Ziemia w Wietnamie jest z reguły czerwona, co zauważyli już koloniści francuscy nazywając ją „Tera-Rouge”. Ian Hamilton podaje jak wykonać imitacje czerwonego błota i pyłu. Dodatkowo, przy pomocy poręcznej mapki Obydwu Wietnamów podaje gdzie występowały inne rodzaje gleby, od plaż przez góry do błota delty Mekongu. Każdy z podanych kolorów jest od razu pokazany w formie mieszanki produktów Ammo. Bravo – Six W naturalny sposób gwiazdą numeru jest Władimir Demczenko z firmy B-6 – producenta najlepszych figurek z tego konfliktu. Opublikowane zostały dwa jego artykuły. Pierwszy o efektownym malowaniu figurek oficerow US Army – odcienie olive drab malowane temperami. Drugi artykuł przedstawia powstawanie winietki z wietnamska snajperką w dżungli – skoncentrowany jest głównie na odtworzeniu roślinności z rożnych materiałów, blaszek Eduarda, papierowych roślin Federicus-Rex itp. Wietnam po latach Jean Bernard Andre, modelarz znany głównie z dioramek budowanych od podstaw – wraków okrętów, przedstawia mini winietkę z odwiedzającym Wietnam po latach oficerze US Navy – Senatorze McCain, który przypomina sobie horrory wojny nad brzegiem rzeki w towarzystwie najnowszego roweru Diopark. Figurka wyrzeźbiona od podstaw jest centralnym punktem dioramy, a artykuł...

Autentyczny metal – recenzja DVD

Modelarstwo w przeważającej części polega na tworzeniu miniaturowej rzeczywistości, na kopiowaniu wyglądu przedmiotów nas otaczających. Pośród wielu materiałów z którymi przyjdzie się zmierzyć modelarzowi jest metal. Jak przygotować, a później pomalować element, żeby wyglądał naturalnie? Na to pytanie stara się odpowiedzieć film „Authentic Metal„, w którym dobrze znany modelarz Adam Wilder dzieli się tajnikami swojego warsztatu. Authentic Metal został wydany, podobnie jak poprzednio recenzowany przeze mnie film przez MXpression. W pudełku oznaczonym numerem katalogowym MXP-DVD-03 znajduje się płyta DVD (czas projekcji wynosi 98 minut) oraz wkładka ze spisem rozdziałów i skrótowo opisaną techniką kropkowania. Produkcja dostępna jest w trzech wersjach językowych: angielskiej, niemieckiej i japońskiej. Napisy są dostępne w językach: angielskim, belgijskim, włoskim i hiszpańskim. W odróżnieniu od wspomnianego filmu o malowaniu figurek farbami akrylowymi, w tym filmie jest więc opisów, tak więc znajomość któregoś z języków w stopniu podstawowym jest zalecana. Jestem jednak w stanie sobie wyobrazić zrozumienie zastosowanych technik ze znajomością nazw podstawowych materiałów modelarskich, jak farba akrylowa, rozcieńczalnik, farba olejna itd. O czym jest ten film? Film Authentic Metal został podzielony na 9 rozdziałów: wprowadzenie, tekstury, stal węglowa, obrobiona stal, „czerwony” podkład, zardzewiały wydech, wypalone aluminium, egzemplarz pokazowy, zakończenie. We wprowadzeniu zaprezentowano sylwetkę Adama Wildera i zapowiedziano o czym będzie poradnik. Rozdział tekstury został podzielony na trzy podrozdziały: ciężki niemiecki pancerz, pancerz rosyjski, wieża Shermana, spawy I oraz spawy II. W pierwszych trzech z podrozdziałów autor w nieco inny sposób przygotowuje powierzchnię do malowania odwzorowując różne charakterystyczne cechy każdego z pancerzy. Wśród zaprezentowanych technik dowiemy się między innymi jak odtworzyć fakturę odlewów, ślady cięcia palnikiem, dodawanie numerów na odlewanych częściach itd. Pozostałe dwa pokazują jak realistycznie odtworzyć spawy za pomocą rozciągniętej nad ogniem ramki wtryskowej oraz dwuskładnikowej masy modelarskiej. Kolejny z rozdziałów został poświęcony odtworzeniu wyglądu stali węglowej. Przy użyciu różnych materiałów, jak pigmenty, różne rodzaje farb, rozcieńczalniki i różnych metod ich aplikowania zostaje bardzo realistycznie...

Francois L’Olonnais – recenzja figurki Pegaso Models, 75 mm

Mamy przyjemność przedstawić pierwszy artykuł Marty Ślusarskiej na łamach serwisu Figus.pl. Dzięki niemu będziecie mogli przyjrzeć się bliżej zawartości pudełka jednego z zestawów firmy Pegaso Models, a konkretnie miniaturze Francois l’Olonnais, w skali 75 mm Wstęp Figurka, którą chciałabym dzisiaj Wam pokrótce omówić, przedstawia Jacquesa J. D. Nau, znanego powszechnie jako Francois l’Olonnais. Człowiek ten, żyjący w XVII wieku,  zapisał się na kartach historii jako okrutny i bezwzględny pirat, grabiący morza wokół Ameryki Środkowej. Interesujące, że jak na  postać z tak fatalną reputacją, Francois został tutaj przedstawiony bardziej jako francuski muszkieter, niźli straszliwy i groźny pirat. Nie jest to najnowsza figurka firmy Pegaso Models, jednak nie straciła nic na swojej atrakcyjności od chwili wypuszczenia na rynek. Pudełko Figurka zapakowana jest w standardowe ciemno-niebieskie, sztywne, kartonowe pudełko Pegaso Models. Front zdobi zdjęcie figurki pomalowanej przez Danilo Cartacci. Fotografie przedstawiają całą postać z przodu i spory fragment tyłu z pięknym freehandem na płaszczu. Co w pudełku W środku znajdziemy dwie kartki papieru z krótką informacją na temat postaci historycznej, która przedstawia zakupiona przez nas figurkę, a także kilka porad odnośnie doboru kolorów przy malowaniu. Materiały te zostały przygotowane przez Marco Gulianiego i opracowane w 4 językach: angielskim, francuskim, włoskim i niemieckim. Poniżej, między dwoma grubymi warstwami gąbki, znajdziemy 16 metalowych części, z których składa się figurka i podstawkę sceniczna. Mniejsze części umieszczone są dodatkowo w plastikowych woreczkach, dla dodatkowego bezpieczeństwa. Części wymagają przygotowania i sklejenia zanim będziemy mogli przystąpić do ich malowania. Jakość odlewu Jak zwykle w przypadku Pegaso Models, jakość odlewu jest bardzo dobra. Wszystkie powierzchnie są gładkie, detale dokładne, a wszelkie delikatne ozdoby idealnie odlane. Części, spasowane na sucho, wydają się pasować do siebie bardzo dobrze. Linie podziału formy są ledwo widoczne i umiejscowione na takich płaszczyznach, że ich usunięcie nie będzie stanowiło problemu. Oczywiście pewna ilość pracy przy przygotowaniu figurki do malowania będzie potrzebna, jak w przypadku każdej...

Malowanie figurek czyli recenzja poradnika Painting Miniatures

Malowanie figurek jest bardzo złożonym procesem i istnieje wiele technik zmierzających do realistycznego wykończenia miniatury. Jedne techniki zakładają użycie tylko farb akrylowych (tak jak np. przedstawione w filmie Malowanie farbami akrylowymi figurki w skali 1/35, której recenzje możecie znaleźć tutaj), inne farb olejnych, a jeszcze inne zakładają u życie obu typów. Do grona zwolenników tej ostatniej metody zalicza się Danilo Cartacii, którego doskonale wykończone figurki zdobią pudełka z zestawami Pegaso Models. Dzięki wydawnictwu Auriga Publishing International mamy możliwość podejrzenia warsztatu mistrza i wzbogacić naszą wiedzę na temat malowania figurek. O czym jest ta książka? Wydana w 2007 roku książka jest poradnikiem dla modelarzy figurkowych. Poradnik jest skierowany głównie do miłośników miniatur historycznych, ale modelarze zajmujący się pozostałymi rodzajami modelarstwa figurkowego na pewno skorzystają z tej publikacji. Jak już wspomniałem na wstępie Danilo Cartacci dzieli się tajnikami swojej techniki malowania figurek historycznych, ale to nie wszystko. Publikacja została skonstruowana w taki sposób, aby czytelnik poznał również proces przygotowawczy oraz materiały i narzędzia w nim użyte. I właśnie o tym traktują dwa pierwsze rozdziały Painting Miniatures. Niestety poruszono tylko tematykę figurek wykonanych z metalu. W dalszej kolejności autor porusza temat malowania elementów cielistych figurek. Czyni to na przykładzie twarzy, dłoni oraz odsłoniętych ramion oraz nóg. Proces ten został zobrazowany kilkunastoma fotografiami oraz podpisami do zdjęć i przez to dobrze wyjaśniony. W czwartym rozdziale przedstawiono problematykę malowania ubrań. Na przykładzie miniatury szkota dowiadujemy się jak malować kolejne elementy ubioru, w tym skomplikowany wzór kiltu. Łącznie kilkadziesiąt fotografii przeprowadza czytelnika krok po kroku przez cały proces. Rozdział ten dopełnia skrócony opis malowania strojów białych i czarnych. Rozdział piąty został poświęcony elementom metalowym. Żeby w pełni wykorzystać technikę zawartą w tym rozdziale koniecznie trzeba pracować na metalowych figurkach. W rozdziale siódmym opisano technikę malowania zdobień na mundurach historycznych. Za pomocą różnych odcieni Danilo Cartacci odwzorowuje fakturę plecionych dodatków tak często stosowanych chociażby w XIX...

Pegaso Model 90-038 Templar Sergeant, XIII century, figurka 90mm

Dzisiaj przedstawiam recenzję starszej figurki Pegaso Model – 90-038 Templar Sergeant XIII c. Czyli po prostu sierżanta Templariuszy z XIII wieku. Figurka także i teraz przedstawia się bardzo atrakcyjnie. Zakapturzony, trochę mroczny i sprawiający wrażenie „znającego się na robocie” wojownik średniowiecznego zakonu rycerskiego na pewno zwróci uwagę modelarzy. Zajrzyjmy do pudełka i przekonajmy się czy jest wart kupienia. Ale najpierw trochę historii. Sierżant w zakonie rycerskim Sierżant – jak rozumieć znaczenie tego stopnia wojskowego w czasach walk rycerskich? Okazuje się, że nazwa ta pochodzi właśnie z okresu krucjat . Francuskie sergent pochodzi od łacińskiego servientum czyli sługa, wasal, żołnierz. W zakonach rycerskich byli to żołnierze pochodzenia plebejskiego wchodzący w skład regularnych sił zakonu. U Templariuszy przysługiwał im jeden koń i walczyli tak samo jak rycerze, ale na prawym skrzydle formacji. Słowo sergent stopniowo nabierało znaczenia właśnie w XIII wieku. Różnica między dobrze urodzonymi rycerzami a sierżantami rysowała się coraz mocniej z upływem czasu. W Zakonie Krzyżackim było to bardziej skomplikowane, bo obok knechtow, często rekrutowanych spośród rzezimieszków, co było Krzyżacka praktyką, byli także półbracia. Znaczenie tego terminu jest niejednoznaczne, mogli być to typowi sierżanci, albo też rycerze czasowo wspomagający Zakon lub nawet jego dobrodzieje (sponsorzy). Sierżanci wyróżniali się od rycerzy zakonników u Templariuszy i Krzyżaków strojem. Sierżant Templariuszy miał czarny habit z czerwonym krzyżem. U Krzyżaków półbrat miał szary płaszcz z połową krzyża – Tau (jak litera T). Figurka sierżanta Templariuszy Pegaso Figurka Pegaso Models przedstawia rycerza-sierżanta z początku XIII wieku, dosyć dobrze uzbrojonego w pełną kolczugę. Jego strój i wyposażenie są wysokiej jakości – trudno uważać go za sługę. W tym okresie, pozycja sierżantów nie była jeszcze tak oddzielona od rycerskiej. Dla ścisłości, należałoby go pomalować całkowicie na czarno lub całkowicie na biało – z czerwonym krzyżem w obu przypadkach. Uzbrojenie Figurka rycerza zakonnika jest uzbrojona w miecz, pełną zbroję kolczą, którą dopełniają rękawice skórzane i wysokie buty,...

Malowanie farbami akrylowymi figurki w skali 1/35 – recenzja filmu DVD

Na rynku jest wiele poradników, których celem jest ukazanie technik malowania figurek. Zdecydowana większość z nich to pozycje książkowe, ale są również poradniki w formie filmowej. Do tej pory podchodziłem sceptycznie do tej drugiej grupy, ale czy moje wątpliwości były uzasadnione? Czy warto kupić DVD Painting a 1/35 Scale Figure with Acrylic Colours, w której znany modelarz Oliver Kovacs dzieli się swoimi technikami? Mam nadzieję, że moja recenzja pomoże Wam dokonać wyboru. Painting a 1/35 Scale Figure with Acrylic Colours, czyli malowanie farbami akrylowymi figurki w skali 1/35 to film instruktażowy na płycie DVD, na którym została przedstawiona technika malowania właśnie farbami akrylowymi na przykładzie jednej z figurek firmy Alpine Miniatures. Płyta została wydana przez MXpression pod numerem katalogowym MXP-DVD-02 i jej opakowanie nie różni się od tych znanych z płyt z filmami fabularnymi. W środku znajduje się wkładka z tytułami rozdziałów, a na wewnętrznej stronie pudełka znajduje lista farb Vallejo użytych w filmie. Jest to o tyle przydatne, że każdy element  został osobno opisany i do niego zostały przypisane numery farb z objaśnieniem, które zostały użyte jako kolor bazowy i jakiej mieszanki użyto do tworzenia cieni i rozjaśnień. Jest bardzo praktyczne rozwiązanie, gdyż zanim dojdziemy do wprawy możemy użyć ściągawki bez potrzeby uruchamiania filmu. Produkcja dostępna jest w trzech wersjach językowych: angielskiej, niemieckiej i japońskiej. Napisy są dostępne w językach: angielskim, belgijskim i włoskim. Brak polskiej wersji językowej jest jakąś wadą, ale nie dyskwalifikuje tego wydawnictwa. Tekstu jest niewiele, a lektor mówi bardzo wyraźnie i nawet osoba ze słabą znajomością języka angielskiego nie powinna mieć problemów ze zrozumieniem O czym jest ten film? Film został podzielony na 12 rozdziałów: wprowadzenie, przygotowania, teoria, mieszanie kolorów, twarz, czapka, koszula, lornetka, spodnie, skóra, wykończenie, prezentacja. Przed każdym rozdziałem pojawia się spis użytych kolorów, a w trakcie projekcji na ekranie (w prawym górnym rogu) cały czas widnieje informacja o aktualnym etapie prac....

T-55 Tanker – popiersie sowieckiego czołgisty (skala 1/9)

Co prawda to popiersie autorstwa Young B. Songa wypadło już z oficjalnego katalogu Mig Productions, jednak można je jeszcze znaleźć w wielu sklepach i dość często pojawia się na portalach aukcyjnych. O tym czy warto na nie zapolować postaram się podpowiedzieć w niniejszej recenzji. Co w pudełku? Przy zakupie otrzymujemy pudełko z atrakcyjnym box artem autorstwa Miga Jimeneza, a w nim jeden woreczek strunowy z elementami żywicznymi i kilkanaście pianek mających chronić elementy przed uszkodzeniem. Dodatkowo producent dodaje instrukcję malowania z listą kolorów z palety Vallejo oraz instrukcję fotograficzną „krok po kroku”. Po wyjęciu elementów z woreczka pobieżna inspekcja pozwala stwierdzić są wszystkie elementy, ale jeden się odłamał i jest luzem (na szczęście nieuszkodzony). Po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że części odlane są dość czysto. Oczywiście znajdują niewielkie nadlewki, ale te bardzo łatwo jest usunąć. Większy problem mogłyby stanowić ślady łączenia form, a tych na szczęście jest bardzo mało a ich usunięcie nie powinno być problemem. Dużym plusem są nieduże kostki wlewowe. Z pewności ułatwi to obróbkę i zminimalizuje ryzyko uszkodzenia samego elementu. Jakość odlewu Ogólne zadowolenie zostało zmącone chwilę później przez jakość odlewu, kiedy oglądając dokładnie każdą część zacząłem dostrzegać dziurki po pęcherzykach powietrza. Nie jest ich dużo i większość nie będzie trudna do usunięcia (np. pojedyncze dziurki na rękawie). Odrobinę trudniejsze będzie usunięcie ich z końcówek palców.  Na szczęście na twarzy nie ma ani jednego defektu. Detale A teraz przejdźmy do detali. Buzia niezbyt urodziwa, ale pasuje do wrednego ruskiego czołgisty, którego zadaniem miało być rozjechanie zachodniej Europy. Szczegóły są bardzo ładne i „czyste”. Dłonie naszego bohatera też wyglądają dobrze, chociaż palce mogą się wydawać trochę za długie na pierwszy rzut oka. Przymierzenie na sucho elementów pokazało wzorowe spasowanie. Dzięki temu elementy będzie można malować przed złożeniem. Właz dowódcy Właz dowódcy czołgu T-55 prezentuje się bardzo dobrze. Posiada on delikatną, chropowatą fakturę odlewanego metalu, charakterystyczną sowieckich...

Zakonnica z Castle Miniatures, popiersie 1/9

Kolejne fajne popiersie, które ostatnio sobie kupiłam. Tym razem temat zupełnie nie militarny. Proste popiersie daje jednak wiele możliwości malarskich. Popiersie podpisane jako „Sister of Mercy”. Castle Miniatures, rzeźbiarz Yuri Serebryakov. Przedstawia tzw. „ogólną” siostrzyczkę, nieprzypisaną do jakiegoś konkretnego zakonu. Strój, który zakonnica ma na sobie, jest nieco podobny do habitów benedyktynek czy bernardynek, ale nie upieram się przy tym.    Twarz figurki Ciekawe są rysy twarzy tej dziewczyny, takie z lekka murzyńskie, mulacie. W sumie twarz bardzo ciekawa, łagodna, jasna. Wyobrażam ją sobie tak – czarny welon i habit, biały „szaliczek” pod szyją, twarz o lekko ciemniejszej niż europejska karnacji. Jasne, świetliste oczy, jasny krzyż na szyi, będący zarazem źródłem światła. Jakośc rzeźby Sama rzeźba jest bardzo delikatna, staranna, dopracowana, wygłaskana. Zwróćcie uwagę na „kaszkowatą” fakturę welonu, ciekawie imitującą grubą wełnę. Dostałam zakonnicę wczoraj, i od razu ją osadziłam na postumenciku, zapodkładowałam, teraz czekam, aż...

Figurka Jakobity, 1746 – Romeo Models 75mm

Kim byli Jakobici? Podchodząc ściśle do tematu można ich nazwać ruchem politycznym w Szkocji na przełomie XVII i XVIII wieku. Ważniejsze chyba jednak dla modelarza figurowego będzie stwierdzenie, że byli oni ostatnim pokoleniem prawdziwych Szkotów. Byli oni ostatnimi, którzy ubierali się, i walczyli jak Szkoci znani z w popularnej kulturze z takich filmów jak Braveheart, Highlander, Rob Roy czy Lorna Dunn. Mówili językiem Szkocko Gaelickim. Figurka która chcę dzisiaj wam przedstawić to właśnie ostatni prawdziwy, pełnokrwisty Szkot, a nie późniejsze jego „Cepeliowe” podróbki. Dlaczego ostatni Szkot? Rok 1746 to ostatni rok, kiedy Jakobici mieli szansę wygrać z wojskami królewskimi, które nazwijmy umownie Anglikami. Górale szkoccy, Highlanders, potrafili do tej pory zmieść w bitwie piechotę angielską w zmasowanym ataku formacji klanowych wymuszającym walkę wręcz. W Bitwie pod Culloden 1746 angielska piechota uzyskała zaskoczenie taktyczne, które doprowadziło do kęski Jakobitów. Zastosowanie pośredniego ognia artylerii, w tym pocisków typu „winogrono” zdezorganizowało atak Szkotów jeszcze przed uformowaniem szyku klanów. W chwili niezdecydowania dowództwa Szkoci runęli do spontanicznego ataku. Niestety taktyka walki tarczami Targe i pałaszami Broadsword okazała się nieskuteczna. Anglicy umiejętnie użyli nowinki technicznej – bagnetów tulejowych i taktyki dostosowanej do Szkotów. Przegrana Sprawa Skutkiem przegranej było celowe i skuteczne rozbicie struktury klanowej. Zabroniono posiadania i noszenia broni oraz kiltów.  Kilkadziesiąt lat prześladowania doprowadziło do zaniknięcia języka Szkockiego i do przemodelowania społeczeństwa. Dopiero epoka romantyzmu, działanie pisarza Waltera Scotta propagującego obok Robin Hooda także etos szkocki doprowadziła do zmiany. W tej epoce powrócono do kultywowania tradycji górali. Jednak odtwarzano już coś co przeminęło, dla zabawy, często błędnie, nie znając i nie rozumiejąc dawnej kultury i epoki. Można tu się pokusić o taką analogię do naszych dziejów: Jakobici byli odpowiednikiem polskich Konfederatów Barskich, a skutki ich walki były podobne do tych, jakie dla polskiej kultury miało przegranie II Wojny Światowej Obraz Bitwa pod Culloden 1746 Davida Moriera. Autor malował wzorując się na strojach jeńców...

Nefretete, piękna królowa: popiersie Aleksandros Models

  Tę twarz znamy chyba wszyscy. Nefretete albo Nefertiti, królowa Egiptu sprzed 3,5 tysiąca lat. Typowa celebrytka: znana wyłącznie z tego, że jest znana. Nie zasłużyła się niczym, przynajmniej niczym szczególnym. Może w ogóle nie bylibyśmy świadomi jej istnienia, gdyby nie przepiękne, doskonale zachowane popiersie, znalezione w 1932 roku. Ta twarz intrygowała mnie od zawsze. Myślałam: gdyby tak porządna figurka… I ucieszyłam się: firma Aleksandros Models wypuściła metalowe popiersie Nefretete w skali 1/10. Kupiłam. Odlewy dość rosochate, będzie sporo szlifowania i wygładzania, ale nic to. Najważniejsza jak zwykle jest twarz. Fenomenalnie piękna twarz.   Nefretete jak żywa Oryginalne egipskie popiersie, to znalezione w Tell-el-Amarnie, przedstawia królową wypięknioną i ucharakteryzowaną „dla fotografów”. Twarz gładka jak po operacji plastycznej, pokryta grubą warstwą makijażu. Czekając na nadejście przesyłki z figurką zastanawiałam się – czy Aleksandros już wyrzeźbił makijaż na twarzy, czy pozostawił to modelarzowi? I ucieszyłam się po raz kolejny widząc, że pozostawił. Podobieństwo rzeźby do popiersia z Tell-el-Amarna jest uderzające. Klasyczne rysy, charakterystyczne duże oczy półprzykryte ciężkimi powiekami. W momencie śmierci Nefertete miała około czterdziestu lat, czyli twarz już dojrzała, zindywidualizowana przeżyciami i historią życia. Przyjrzyjcie się zdjęciom rzeźby: wyraźnie widać znużenie, widać ciężar korony, którą pięknej Nefretete przyszło nosić. Widać smutek, widać autorefleksję. Inspirujące popiersie Malunek na pudełku taki sobie, bardziej hieratyczny niż ludzki. Nie szkodzi. Da się zdjąć makijaż, nieco rozjaśnić twarz, ożywić oczy. Jestem zachwycona tym popiersiem. Pozwoli mi ono, jeśli dramatycznie czegoś nie spaskudzę, pokazać żywego, czującego, myślącego człowieka – pokazać go bez martwej tapety makijażu. Ot, wyobraźmy sobie – wstała królowa rano, podeszła do lustra, włożyła na głowę ciężką tiarę, sama sobie spojrzała w oczy… Zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem… Piękna figurka. Tyle Wam...

Young Miniatures: USMC, Vietnam Hue 1968, 1/10

Popiersia Young Miniatures mają w sobie coś, co sprawia, że aż chce się je malować. Są delikatnie, nienachalnie rzeźbione, a przy tym bardzo prawdziwe. Nie przekombinowane, nie nazbyt ekspresyjne, nie teatralno-operetkowe. Owszem: po niemal wszystkich twarzach Young Miniatures widać tę samą rękę rzeźbiarza (posągowe, klasyczne rysy, twarze przystojne w taki trochę filmowy sposób) – ale przy odrobinie pracy pędzlem da się z każdej z nich wyciągnąć indywidualne cechy. Popiersie, przedstawiające młodzieńca z USMC, Hue 1968, to właśnie coś takiego: czysta przyjemność malowania. Popiersie żołnierza Marines z Hue firmy Young Miniatures Wartość tego popiersia młodego Marinesa z Young Miniatures lepiej ocenimy, poznając najpierw kilka szczegółów historycznych. Walka o Hue podczas ofensywy Tet w 1968 roku to jedno z wyjątkowych wydarzeń podczas wojny w Wietnamie. Inaczej niż w innych miastach, jak np. w Sajgonie, do walki nie przystąpiły tu lokalne jednostki Vietcongu, ale regularne oddziały Armii Wietnamu Północnego. Dowództwo amerykańskie początkowo zbagatelizowało doniesienia z Hue, i wysłało tam nieliczne oddziały Marines. Ostatecznie piechota morska musiała przez wiele dni wgryzać się w umocnione przez regularną armię miasto. Vietcong w Sajgonie i okolicach został szybko rozbity i po ofensywie TET nie był już poważnym przeciwnikiem. Wojsko z północy było w Hue bardzo trudnym przeciwnikiem, i Marines musieli wziąć udział w najgorszym rodzaju walki – zdobywaniu miasta. Recenzja in-box popiersia  Young Miniatures: USMC, Vietnam Hue 1968, Nr YM1817, skala 1/10. W zestawie części dostajemy całkiem sporo:  Odlane są z dość twardej, ale nie nazbyt kruchej żółtawej żywicy, typowej dla Younga. Trochę śmierdzącej, ale można z tym żyć. Odlewy czyste, bez bąbli, gładkie. Klamotów jest, jak wspomniałam, dużo: granaty, radiostacja, antena, słuchawka telefonu, zwinięty w spiralkę drucik jako kabel. Składa się to wszystko bezproblemowo, nawet drucika jest tyle ile trzeba, ani za dużo, ani za mało. Najważniejsza część figurki: twarz Tu właśnie najlepiej widać to, o czym pisałam na początku: ową nienachalność rzeźby. Niektóre figurki...

Inbox: Stalingrad, Russian Children, Nr S-3541

Wojna to nie tylko sprzęt. Wojna to przede wszystkim człowiek. Zaś człowiek to nie tylko uzbrojony po zęby żołnierz: wojna ogarnia przede wszystkim tych, którzy chcieliby jej uniknąć – czyli bezbronnych, bezradnych cywilów. Takich jak bohaterowie niniejszego inboxa. Figurki cywili ze Stalingradu Rosyjska firma Stalingrad wypuszcza ciekawe figurki „drugowojenne”, przedstawiające żołnierzy w tzw. normalnych pozach, a także cywilów. Na ten zestaw trafiłam kilka lat temu w sieci: chłopaczek w kufajce i ogromnych buciskach i dziewczynka z wtulonym pod płaszcz kotem. Zachwyciłam się. Grzebiąc w sieci znalazłam jeszcze zdjęcie, które posłużyło rzeźbiarzowi jako wzór do postaci dziewczynki. Chłopaczka nie szukałam, bo też zestaw wydał mi się ciekawy głównie ze względu na dziewczynkę i jej kota. Części figurek w pudełku W miękkim, kartonowym pudełeczku znalazłam trzy woreczki strunowe z częściami figurek. Wyrzeźbione z miękkiej, nie kruchej, szarej żywicy, kontury ostre. Na częściach widać drobne niedolewki i szwy, ale to bez problemu da się usunąć. Figurki proporcjonalne, twarze żywe, rzeźba bardzo dobra. Chłopaczek ma andrusowską, cwaniacką buzię i zawadiacko nasuniętą na czoło czapkę z daszkiem. Ubrany jest w jakąś starą kufajkę i buty po kimś dorosłym: wszystko za wielkie, niekształtne. Dziewuszka – mniejsza od chłopca – dla odmiany w ogóle nie ma butów, na głowie ciasno zawiązaną chuścinę, na sobie wielki, również dorosły, płaszcz – a pod płaszczem kota. Wielkiego kota. Troska pomimo horroru wojny Ten zestaw pokazuje jedną ważną rzecz: że nawet w tak skrajnie złych, niekorzystnych warunkach jak wojna – nawet wtedy człowiek potrafi zatroszczyć się o kogoś słabszego niż on sam. Dziewczynka trzymająca kota pod płaszczem sama jest biedna, może głodna, samotna wśród grozy wojny – a jednak pamiętała, żeby uciekając wziąć ze sobą kota. I wsadziła go pod płaszcz, żeby stworzeniu nie było zimno. Ot, takie trochę filozofowanie nad kilkoma kawałkami żywicy. Bardzo się cieszę, że kupiłam ten zestaw. Bardzo też się cieszę, że niedługo pomaluję te...

Polski oficer huzarów, figurka Pegaso 90mm

Figurka oficera polskich huzarów w skali 90 mm jest tematem tej recenzji „In-box”. Huzarzy w Wojsku Polskim to zjawisko rzadkie, wyjątkowe. Dwa pułki huzarskie epoki napoleońskiej powstały po zwycięskiej wojnie 1809 roku w Księstwie Warszawskim. 10 pułk huzarów sformowano w Wielkopolsce, a 13 w Małopolsce. Obydwa wzięły udział w kampanii rosyjskiej 1812 roku okrywając się chwałą. Polskie pułki huzarów epoki napoleońskiej Powstanie pułków huzarów, bardzo drogich ze względu na koszt bogatego munduru, wiązało się jednej strony ze zdobyciem austriackich magazynów mundurowych a z drugiej strony z chęcią asymilacji dużej liczby Polaków z Armii Austriackiej, którzy w wyniku wojny 1809 roku przeszli do Wojska Polskiego z bagażem i mundurami. Rola pułków lekkiej kawalerii, w tym huzarów polegała na rozpoznaniu i osłonie własnych wojsk i na uniemożliwianiu takich działań kawalerii przeciwnika. Pułki huzarskie, dzięki doskonałemu wyszkoleniu i koniom z reguły wygrywały starcia z jazdą przeciwnika, świetnie sobie radziły z kozakami. Obok – szef szwadronu 10 pułku huzarów, fragment ilustracji Ryszarda Morawskiego Ubiór huzarów składał się z bogato szamerowanych i obszywanych mundurów. Kurtka czyli dolmen, zapinana , zależnie od wielkości munduru, na 18-20 rzędów po pięć guzików była okrywana luźno zarzucana na lewe ramie „kurtką zwierzchnią”:  mentykiem. Mentyk był obszyty barankiem. Nakryciem głowy było czako. Z powodu dużego podobieństwa mundurów do tych noszonych przez nieprzyjaciela, kita czaka polskiego huzara była pochylona do przodu, wąska i z opadającym włosiem. Innymi cechami narodowymi munduru polskiego huzara epoki napoleońskiej były karmazynowe podszycie mentyku, oraz kołnierzy i wyłogów rękawów. Na szabeltasie (skórzanej torbie noszonej przy szabli) widniał wizerunek polskiego orła. 10 pułk huzarów Pułk sformowany na przełomie wiosny i lata 1809 roku w Wielkopolsce. 10 pułk huzarów słynął z brawurowej postawy podczas walki i z umiejętności „dobrej zabawy”. Gembarzewski podaje: „Pułk jego należał do najwaleczniej-szych lecz zarazem i do najswawolniejszych w całej armii, tak co do oficerów jak i żołnierzy.” Jego legendarny dowódca, Pułkownik Jan Nepomucen...

« Starsze wpisy