Przeglądasz kategorię: In-Box recenzje figurek

Francois L’Olonnais – recenzja figurki Pegaso Models, 75 mm

Mamy przyjemność przedstawić pierwszy artykuł Marty Ślusarskiej na łamach serwisu Figus.pl. Dzięki niemu będziecie mogli przyjrzeć się bliżej zawartości pudełka jednego z zestawów firmy Pegaso Models, a konkretnie miniaturze Francois l’Olonnais, w skali 75 mm Wstęp Figurka, którą chciałabym dzisiaj Wam pokrótce omówić, przedstawia Jacquesa J. D. Nau, znanego powszechnie jako Francois l’Olonnais. Człowiek ten, żyjący w XVII wieku,  zapisał się na kartach historii jako okrutny i bezwzględny pirat, grabiący morza wokół Ameryki Środkowej. Interesujące, że jak na  postać z tak fatalną reputacją, Francois został tutaj przedstawiony bardziej jako francuski muszkieter, niźli straszliwy i groźny pirat. Nie jest to najnowsza figurka firmy Pegaso Models, jednak nie straciła nic na swojej atrakcyjności od chwili wypuszczenia na rynek. Pudełko Figurka zapakowana jest w standardowe ciemno-niebieskie, sztywne, kartonowe pudełko Pegaso Models. Front zdobi zdjęcie figurki pomalowanej przez Danilo Cartacci. Fotografie przedstawiają całą postać z przodu i spory fragment tyłu z pięknym freehandem na płaszczu. Co w pudełku W środku znajdziemy dwie kartki papieru z krótką informacją na temat postaci historycznej, która przedstawia zakupiona przez nas figurkę, a także kilka porad odnośnie doboru kolorów przy malowaniu. Materiały te zostały przygotowane przez Marco Gulianiego i opracowane w 4 językach: angielskim, francuskim, włoskim i niemieckim. Poniżej, między dwoma grubymi warstwami gąbki, znajdziemy 16 metalowych części, z których składa się figurka i podstawkę sceniczna. Mniejsze części umieszczone są dodatkowo w plastikowych woreczkach, dla dodatkowego bezpieczeństwa. Części wymagają przygotowania i sklejenia zanim będziemy mogli przystąpić do ich malowania. Jakość odlewu Jak zwykle w przypadku Pegaso Models, jakość odlewu jest bardzo dobra. Wszystkie powierzchnie są gładkie, detale dokładne, a wszelkie delikatne ozdoby idealnie odlane. Części, spasowane na sucho, wydają się pasować do siebie bardzo dobrze. Linie podziału formy są ledwo widoczne i umiejscowione na takich płaszczyznach, że ich usunięcie nie będzie stanowiło problemu. Oczywiście pewna ilość pracy przy przygotowaniu figurki do malowania będzie potrzebna, jak w przypadku każdej...

Pegaso Model 90-038 Templar Sergeant, XIII century, figurka 90mm

Dzisiaj przedstawiam recenzję starszej figurki Pegaso Model – 90-038 Templar Sergeant XIII c. Czyli po prostu sierżanta Templariuszy z XIII wieku. Figurka także i teraz przedstawia się bardzo atrakcyjnie. Zakapturzony, trochę mroczny i sprawiający wrażenie „znającego się na robocie” wojownik średniowiecznego zakonu rycerskiego na pewno zwróci uwagę modelarzy. Zajrzyjmy do pudełka i przekonajmy się czy jest wart kupienia. Ale najpierw trochę historii. Sierżant w zakonie rycerskim Sierżant – jak rozumieć znaczenie tego stopnia wojskowego w czasach walk rycerskich? Okazuje się, że nazwa ta pochodzi właśnie z okresu krucjat . Francuskie sergent pochodzi od łacińskiego servientum czyli sługa, wasal, żołnierz. W zakonach rycerskich byli to żołnierze pochodzenia plebejskiego wchodzący w skład regularnych sił zakonu. U Templariuszy przysługiwał im jeden koń i walczyli tak samo jak rycerze, ale na prawym skrzydle formacji. Słowo sergent stopniowo nabierało znaczenia właśnie w XIII wieku. Różnica między dobrze urodzonymi rycerzami a sierżantami rysowała się coraz mocniej z upływem czasu. W Zakonie Krzyżackim było to bardziej skomplikowane, bo obok knechtow, często rekrutowanych spośród rzezimieszków, co było Krzyżacka praktyką, byli także półbracia. Znaczenie tego terminu jest niejednoznaczne, mogli być to typowi sierżanci, albo też rycerze czasowo wspomagający Zakon lub nawet jego dobrodzieje (sponsorzy). Sierżanci wyróżniali się od rycerzy zakonników u Templariuszy i Krzyżaków strojem. Sierżant Templariuszy miał czarny habit z czerwonym krzyżem. U Krzyżaków półbrat miał szary płaszcz z połową krzyża – Tau (jak litera T). Figurka sierżanta Templariuszy Pegaso Figurka Pegaso Models przedstawia rycerza-sierżanta z początku XIII wieku, dosyć dobrze uzbrojonego w pełną kolczugę. Jego strój i wyposażenie są wysokiej jakości – trudno uważać go za sługę. W tym okresie, pozycja sierżantów nie była jeszcze tak oddzielona od rycerskiej. Dla ścisłości, należałoby go pomalować całkowicie na czarno lub całkowicie na biało – z czerwonym krzyżem w obu przypadkach. Uzbrojenie Figurka rycerza zakonnika jest uzbrojona w miecz, pełną zbroję kolczą, którą dopełniają rękawice skórzane i wysokie buty,...

T-55 Tanker – popiersie sowieckiego czołgisty (skala 1/9)

Co prawda to popiersie autorstwa Young B. Songa wypadło już z oficjalnego katalogu Mig Productions, jednak można je jeszcze znaleźć w wielu sklepach i dość często pojawia się na portalach aukcyjnych. O tym czy warto na nie zapolować postaram się podpowiedzieć w niniejszej recenzji. Co w pudełku? Przy zakupie otrzymujemy pudełko z atrakcyjnym box artem autorstwa Miga Jimeneza, a w nim jeden woreczek strunowy z elementami żywicznymi i kilkanaście pianek mających chronić elementy przed uszkodzeniem. Dodatkowo producent dodaje instrukcję malowania z listą kolorów z palety Vallejo oraz instrukcję fotograficzną „krok po kroku”. Po wyjęciu elementów z woreczka pobieżna inspekcja pozwala stwierdzić są wszystkie elementy, ale jeden się odłamał i jest luzem (na szczęście nieuszkodzony). Po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że części odlane są dość czysto. Oczywiście znajdują niewielkie nadlewki, ale te bardzo łatwo jest usunąć. Większy problem mogłyby stanowić ślady łączenia form, a tych na szczęście jest bardzo mało a ich usunięcie nie powinno być problemem. Dużym plusem są nieduże kostki wlewowe. Z pewności ułatwi to obróbkę i zminimalizuje ryzyko uszkodzenia samego elementu. Jakość odlewu Ogólne zadowolenie zostało zmącone chwilę później przez jakość odlewu, kiedy oglądając dokładnie każdą część zacząłem dostrzegać dziurki po pęcherzykach powietrza. Nie jest ich dużo i większość nie będzie trudna do usunięcia (np. pojedyncze dziurki na rękawie). Odrobinę trudniejsze będzie usunięcie ich z końcówek palców.  Na szczęście na twarzy nie ma ani jednego defektu. Detale A teraz przejdźmy do detali. Buzia niezbyt urodziwa, ale pasuje do wrednego ruskiego czołgisty, którego zadaniem miało być rozjechanie zachodniej Europy. Szczegóły są bardzo ładne i „czyste”. Dłonie naszego bohatera też wyglądają dobrze, chociaż palce mogą się wydawać trochę za długie na pierwszy rzut oka. Przymierzenie na sucho elementów pokazało wzorowe spasowanie. Dzięki temu elementy będzie można malować przed złożeniem. Właz dowódcy Właz dowódcy czołgu T-55 prezentuje się bardzo dobrze. Posiada on delikatną, chropowatą fakturę odlewanego metalu, charakterystyczną sowieckich...

Zakonnica z Castle Miniatures, popiersie 1/9

Kolejne fajne popiersie, które ostatnio sobie kupiłam. Tym razem temat zupełnie nie militarny. Proste popiersie daje jednak wiele możliwości malarskich. Popiersie podpisane jako „Sister of Mercy”. Castle Miniatures, rzeźbiarz Yuri Serebryakov. Przedstawia tzw. „ogólną” siostrzyczkę, nieprzypisaną do jakiegoś konkretnego zakonu. Strój, który zakonnica ma na sobie, jest nieco podobny do habitów benedyktynek czy bernardynek, ale nie upieram się przy tym.    Twarz figurki Ciekawe są rysy twarzy tej dziewczyny, takie z lekka murzyńskie, mulacie. W sumie twarz bardzo ciekawa, łagodna, jasna. Wyobrażam ją sobie tak – czarny welon i habit, biały „szaliczek” pod szyją, twarz o lekko ciemniejszej niż europejska karnacji. Jasne, świetliste oczy, jasny krzyż na szyi, będący zarazem źródłem światła. Jakośc rzeźby Sama rzeźba jest bardzo delikatna, staranna, dopracowana, wygłaskana. Zwróćcie uwagę na „kaszkowatą” fakturę welonu, ciekawie imitującą grubą wełnę. Dostałam zakonnicę wczoraj, i od razu ją osadziłam na postumenciku, zapodkładowałam, teraz czekam, aż...

Figurka Jakobity, 1746 – Romeo Models 75mm

Kim byli Jakobici? Podchodząc ściśle do tematu można ich nazwać ruchem politycznym w Szkocji na przełomie XVII i XVIII wieku. Ważniejsze chyba jednak dla modelarza figurowego będzie stwierdzenie, że byli oni ostatnim pokoleniem prawdziwych Szkotów. Byli oni ostatnimi, którzy ubierali się, i walczyli jak Szkoci znani z w popularnej kulturze z takich filmów jak Braveheart, Highlander, Rob Roy czy Lorna Dunn. Mówili językiem Szkocko Gaelickim. Figurka która chcę dzisiaj wam przedstawić to właśnie ostatni prawdziwy, pełnokrwisty Szkot, a nie późniejsze jego „Cepeliowe” podróbki. Dlaczego ostatni Szkot? Rok 1746 to ostatni rok, kiedy Jakobici mieli szansę wygrać z wojskami królewskimi, które nazwijmy umownie Anglikami. Górale szkoccy, Highlanders, potrafili do tej pory zmieść w bitwie piechotę angielską w zmasowanym ataku formacji klanowych wymuszającym walkę wręcz. W Bitwie pod Culloden 1746 angielska piechota uzyskała zaskoczenie taktyczne, które doprowadziło do kęski Jakobitów. Zastosowanie pośredniego ognia artylerii, w tym pocisków typu „winogrono” zdezorganizowało atak Szkotów jeszcze przed uformowaniem szyku klanów. W chwili niezdecydowania dowództwa Szkoci runęli do spontanicznego ataku. Niestety taktyka walki tarczami Targe i pałaszami Broadsword okazała się nieskuteczna. Anglicy umiejętnie użyli nowinki technicznej – bagnetów tulejowych i taktyki dostosowanej do Szkotów. Przegrana Sprawa Skutkiem przegranej było celowe i skuteczne rozbicie struktury klanowej. Zabroniono posiadania i noszenia broni oraz kiltów.  Kilkadziesiąt lat prześladowania doprowadziło do zaniknięcia języka Szkockiego i do przemodelowania społeczeństwa. Dopiero epoka romantyzmu, działanie pisarza Waltera Scotta propagującego obok Robin Hooda także etos szkocki doprowadziła do zmiany. W tej epoce powrócono do kultywowania tradycji górali. Jednak odtwarzano już coś co przeminęło, dla zabawy, często błędnie, nie znając i nie rozumiejąc dawnej kultury i epoki. Można tu się pokusić o taką analogię do naszych dziejów: Jakobici byli odpowiednikiem polskich Konfederatów Barskich, a skutki ich walki były podobne do tych, jakie dla polskiej kultury miało przegranie II Wojny Światowej Obraz Bitwa pod Culloden 1746 Davida Moriera. Autor malował wzorując się na strojach jeńców...

Nefretete, piękna królowa: popiersie Aleksandros Models

  Tę twarz znamy chyba wszyscy. Nefretete albo Nefertiti, królowa Egiptu sprzed 3,5 tysiąca lat. Typowa celebrytka: znana wyłącznie z tego, że jest znana. Nie zasłużyła się niczym, przynajmniej niczym szczególnym. Może w ogóle nie bylibyśmy świadomi jej istnienia, gdyby nie przepiękne, doskonale zachowane popiersie, znalezione w 1932 roku. Ta twarz intrygowała mnie od zawsze. Myślałam: gdyby tak porządna figurka… I ucieszyłam się: firma Aleksandros Models wypuściła metalowe popiersie Nefretete w skali 1/10. Kupiłam. Odlewy dość rosochate, będzie sporo szlifowania i wygładzania, ale nic to. Najważniejsza jak zwykle jest twarz. Fenomenalnie piękna twarz.   Nefretete jak żywa Oryginalne egipskie popiersie, to znalezione w Tell-el-Amarnie, przedstawia królową wypięknioną i ucharakteryzowaną „dla fotografów”. Twarz gładka jak po operacji plastycznej, pokryta grubą warstwą makijażu. Czekając na nadejście przesyłki z figurką zastanawiałam się – czy Aleksandros już wyrzeźbił makijaż na twarzy, czy pozostawił to modelarzowi? I ucieszyłam się po raz kolejny widząc, że pozostawił. Podobieństwo rzeźby do popiersia z Tell-el-Amarna jest uderzające. Klasyczne rysy, charakterystyczne duże oczy półprzykryte ciężkimi powiekami. W momencie śmierci Nefertete miała około czterdziestu lat, czyli twarz już dojrzała, zindywidualizowana przeżyciami i historią życia. Przyjrzyjcie się zdjęciom rzeźby: wyraźnie widać znużenie, widać ciężar korony, którą pięknej Nefretete przyszło nosić. Widać smutek, widać autorefleksję. Inspirujące popiersie Malunek na pudełku taki sobie, bardziej hieratyczny niż ludzki. Nie szkodzi. Da się zdjąć makijaż, nieco rozjaśnić twarz, ożywić oczy. Jestem zachwycona tym popiersiem. Pozwoli mi ono, jeśli dramatycznie czegoś nie spaskudzę, pokazać żywego, czującego, myślącego człowieka – pokazać go bez martwej tapety makijażu. Ot, wyobraźmy sobie – wstała królowa rano, podeszła do lustra, włożyła na głowę ciężką tiarę, sama sobie spojrzała w oczy… Zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem… Piękna figurka. Tyle Wam...

Young Miniatures: USMC, Vietnam Hue 1968, 1/10

Popiersia Young Miniatures mają w sobie coś, co sprawia, że aż chce się je malować. Są delikatnie, nienachalnie rzeźbione, a przy tym bardzo prawdziwe. Nie przekombinowane, nie nazbyt ekspresyjne, nie teatralno-operetkowe. Owszem: po niemal wszystkich twarzach Young Miniatures widać tę samą rękę rzeźbiarza (posągowe, klasyczne rysy, twarze przystojne w taki trochę filmowy sposób) – ale przy odrobinie pracy pędzlem da się z każdej z nich wyciągnąć indywidualne cechy. Popiersie, przedstawiające młodzieńca z USMC, Hue 1968, to właśnie coś takiego: czysta przyjemność malowania. Popiersie żołnierza Marines z Hue firmy Young Miniatures Wartość tego popiersia młodego Marinesa z Young Miniatures lepiej ocenimy, poznając najpierw kilka szczegółów historycznych. Walka o Hue podczas ofensywy Tet w 1968 roku to jedno z wyjątkowych wydarzeń podczas wojny w Wietnamie. Inaczej niż w innych miastach, jak np. w Sajgonie, do walki nie przystąpiły tu lokalne jednostki Vietcongu, ale regularne oddziały Armii Wietnamu Północnego. Dowództwo amerykańskie początkowo zbagatelizowało doniesienia z Hue, i wysłało tam nieliczne oddziały Marines. Ostatecznie piechota morska musiała przez wiele dni wgryzać się w umocnione przez regularną armię miasto. Vietcong w Sajgonie i okolicach został szybko rozbity i po ofensywie TET nie był już poważnym przeciwnikiem. Wojsko z północy było w Hue bardzo trudnym przeciwnikiem, i Marines musieli wziąć udział w najgorszym rodzaju walki – zdobywaniu miasta. Recenzja in-box popiersia  Young Miniatures: USMC, Vietnam Hue 1968, Nr YM1817, skala 1/10. W zestawie części dostajemy całkiem sporo:  Odlane są z dość twardej, ale nie nazbyt kruchej żółtawej żywicy, typowej dla Younga. Trochę śmierdzącej, ale można z tym żyć. Odlewy czyste, bez bąbli, gładkie. Klamotów jest, jak wspomniałam, dużo: granaty, radiostacja, antena, słuchawka telefonu, zwinięty w spiralkę drucik jako kabel. Składa się to wszystko bezproblemowo, nawet drucika jest tyle ile trzeba, ani za dużo, ani za mało. Najważniejsza część figurki: twarz Tu właśnie najlepiej widać to, o czym pisałam na początku: ową nienachalność rzeźby. Niektóre figurki...

Inbox: Stalingrad, Russian Children, Nr S-3541

Wojna to nie tylko sprzęt. Wojna to przede wszystkim człowiek. Zaś człowiek to nie tylko uzbrojony po zęby żołnierz: wojna ogarnia przede wszystkim tych, którzy chcieliby jej uniknąć – czyli bezbronnych, bezradnych cywilów. Takich jak bohaterowie niniejszego inboxa. Figurki cywili ze Stalingradu Rosyjska firma Stalingrad wypuszcza ciekawe figurki „drugowojenne”, przedstawiające żołnierzy w tzw. normalnych pozach, a także cywilów. Na ten zestaw trafiłam kilka lat temu w sieci: chłopaczek w kufajce i ogromnych buciskach i dziewczynka z wtulonym pod płaszcz kotem. Zachwyciłam się. Grzebiąc w sieci znalazłam jeszcze zdjęcie, które posłużyło rzeźbiarzowi jako wzór do postaci dziewczynki. Chłopaczka nie szukałam, bo też zestaw wydał mi się ciekawy głównie ze względu na dziewczynkę i jej kota. Części figurek w pudełku W miękkim, kartonowym pudełeczku znalazłam trzy woreczki strunowe z częściami figurek. Wyrzeźbione z miękkiej, nie kruchej, szarej żywicy, kontury ostre. Na częściach widać drobne niedolewki i szwy, ale to bez problemu da się usunąć. Figurki proporcjonalne, twarze żywe, rzeźba bardzo dobra. Chłopaczek ma andrusowską, cwaniacką buzię i zawadiacko nasuniętą na czoło czapkę z daszkiem. Ubrany jest w jakąś starą kufajkę i buty po kimś dorosłym: wszystko za wielkie, niekształtne. Dziewuszka – mniejsza od chłopca – dla odmiany w ogóle nie ma butów, na głowie ciasno zawiązaną chuścinę, na sobie wielki, również dorosły, płaszcz – a pod płaszczem kota. Wielkiego kota. Troska pomimo horroru wojny Ten zestaw pokazuje jedną ważną rzecz: że nawet w tak skrajnie złych, niekorzystnych warunkach jak wojna – nawet wtedy człowiek potrafi zatroszczyć się o kogoś słabszego niż on sam. Dziewczynka trzymająca kota pod płaszczem sama jest biedna, może głodna, samotna wśród grozy wojny – a jednak pamiętała, żeby uciekając wziąć ze sobą kota. I wsadziła go pod płaszcz, żeby stworzeniu nie było zimno. Ot, takie trochę filozofowanie nad kilkoma kawałkami żywicy. Bardzo się cieszę, że kupiłam ten zestaw. Bardzo też się cieszę, że niedługo pomaluję te...

Polski oficer huzarów, figurka Pegaso 90mm

Figurka oficera polskich huzarów w skali 90 mm jest tematem tej recenzji „In-box”. Huzarzy w Wojsku Polskim to zjawisko rzadkie, wyjątkowe. Dwa pułki huzarskie epoki napoleońskiej powstały po zwycięskiej wojnie 1809 roku w Księstwie Warszawskim. 10 pułk huzarów sformowano w Wielkopolsce, a 13 w Małopolsce. Obydwa wzięły udział w kampanii rosyjskiej 1812 roku okrywając się chwałą. Polskie pułki huzarów epoki napoleońskiej Powstanie pułków huzarów, bardzo drogich ze względu na koszt bogatego munduru, wiązało się jednej strony ze zdobyciem austriackich magazynów mundurowych a z drugiej strony z chęcią asymilacji dużej liczby Polaków z Armii Austriackiej, którzy w wyniku wojny 1809 roku przeszli do Wojska Polskiego z bagażem i mundurami. Rola pułków lekkiej kawalerii, w tym huzarów polegała na rozpoznaniu i osłonie własnych wojsk i na uniemożliwianiu takich działań kawalerii przeciwnika. Pułki huzarskie, dzięki doskonałemu wyszkoleniu i koniom z reguły wygrywały starcia z jazdą przeciwnika, świetnie sobie radziły z kozakami. Obok – szef szwadronu 10 pułku huzarów, fragment ilustracji Ryszarda Morawskiego Ubiór huzarów składał się z bogato szamerowanych i obszywanych mundurów. Kurtka czyli dolmen, zapinana , zależnie od wielkości munduru, na 18-20 rzędów po pięć guzików była okrywana luźno zarzucana na lewe ramie „kurtką zwierzchnią”:  mentykiem. Mentyk był obszyty barankiem. Nakryciem głowy było czako. Z powodu dużego podobieństwa mundurów do tych noszonych przez nieprzyjaciela, kita czaka polskiego huzara była pochylona do przodu, wąska i z opadającym włosiem. Innymi cechami narodowymi munduru polskiego huzara epoki napoleońskiej były karmazynowe podszycie mentyku, oraz kołnierzy i wyłogów rękawów. Na szabeltasie (skórzanej torbie noszonej przy szabli) widniał wizerunek polskiego orła. 10 pułk huzarów Pułk sformowany na przełomie wiosny i lata 1809 roku w Wielkopolsce. 10 pułk huzarów słynął z brawurowej postawy podczas walki i z umiejętności „dobrej zabawy”. Gembarzewski podaje: „Pułk jego należał do najwaleczniej-szych lecz zarazem i do najswawolniejszych w całej armii, tak co do oficerów jak i żołnierzy.” Jego legendarny dowódca, Pułkownik Jan Nepomucen...

US Sergeant – Vietnam 1968, popiersie 1:10

Dzisiaj przedstawiam Wam recenzję popiersia sierżanta US Army z wojny w Wietnamie 1968 firmy Modern Armies In Miniatures z Niemiec. Nawiązuje ono do filmu Pluton z 1986 roku. Przedstawia postać sierżanta Barnesa, czarnego charakteru filmu z ogromną blizną na policzku.  Grał go Tom Berenger, znany z takich klasycznych obrazów wojennych jak Snajper. Figurka na pewno wzbudzi zainteresowanie modelarzy, nie tylko z powodu ciekawego, mrocznego tematu, ale także ze względu na zaawansowanie technologiczne i doskonałe spasowanie detali. Popiersie rzeźbione w 3D Popiersie sierżanta zostało wyrzeźbione w oprogramowaniu do modelowania 3D i wydrukowane na specjalnej drukarce trójwymiarowej. Warto wspomnieć, że na naszych stronach pokazywaliśmy już tak zaprojektowaną figurkę – polskiego oficera z wojny Polsko-Bolszewickiej.  Zaletą tej technologii jest doskonałe spasowanie części i powtarzalność elementów standardowych. Słabszą stroną jest pewna miękkość fałdów munduru, podobna do modeli plastikowych figurek. W pudełku W dosyć dużym pudełku znajdziemy dziewięć odlewów z łącznie trzynastoma częściami. Jakość wymodelowania części jest wysoka. Karabin M-16 ma wiele drobnych detali, nawet dziurkę w bruździe uchwytu. Technologia 3D zdaje tu świetnie egzamin, podobnie jak w przypadku granatów. Części te wyglądają tak jak powinny wyglądać maszynowo wykonywane produkty, z ostrymi i równymi krawędziami, proporcjonalnymi krzywiznami itp. Figurka ma wiele pasków zaczepów i sprzączek realistycznie odwzorowanych pozawijanych i sterczących w różnych kierunkach. Twarz Barnesa jest dosyć podobna do oryginału, blizna na twarzy jest wg mojej oceny OK, lekko różni się od oryginału. Na ramieniu znajduje się oznaka 25 Dywizji Piechoty, w której składzie walczył 3 batalion 22 Pułku Piechoty o którym jest ta historia. Sama oznaka jest za wąska w stosunku do oryginału, da się jednak łatwo poprawić przy użyciu Magic Sculpa.  Zdjęcie :MGM Jakość odlewów jest dobra, ale nie idealna. Dobrze wychodzą wszystkie odstające detale, pęcherzyki powietrza zdarzają się tylko w mało kłopotliwych miejscach na dole figurki. Mankamentem są jednak trochę za duże ślady rozcięcia formy. Trzeba będzie poświecić im trochę czasu....

Szwoleżer Pegaso Models #54-517

Właśnie mija 200 lat od pamiętnej inwazji Rosji przez Napoleona i jego sojuszników. W lecie 1812 roku wszystko zdawało się iść pomyślnie. „Zaczęliśmy drugą wojnę polską” jak podał jeden z uczestników wydarzeń. Celem wojny była likwidacja ostatniej siły na kontynencie europejskim zdolnej przeciwstawić się Napoleonowi – chodzi oczywiście o Carską Rosję. Jak podaje Waldemar Łysiak w swej książce „Cesarski Poker”, celem wojny było stworzenie bariery między Rosją o Francją – odtworzenie Królestwa Polskiego w dawnych granicach. Plan był niestety nierealny. Jedną z przyczyn była kompletna niegotowość Polaków do zaangażowania większych niż 100 000 sił (wszak większość ziem polskich była ciągle pod zaborem) i przejęcia ponownie tak dużego terytorium. Sama Rosja była też za duża dla Francuzów, walczących już na wielu frontach i mających zbyt wielu nielojalnych sojuszników. Z okazji tej rocznicy przedstawię recenzję figurki szwoleżera Pegaso Models 54mm, (54-517 Chevau-Legers Lanciers de la Garde, 1809-15) a najpierw kilka zdań o samych szwoleżerach. Szwoleżerowie Gwardii Cesarskiej Szwoleżerowie to legendarny temat w polskiej historii wojskowości. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że nie byli oni w rzeczywistości Wojskiem Polskim, lecz francuskim. Jako jednostka młodej gwardii weszli w francuską historię przebojem, przełamując wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu dobrze zaplanowaną obronę hiszpańskiej artylerii królewskiej pod Somosierra w listopadzie 1808 roku. Szwoleżerowie szwadronu służbowego Kozietulskiego dokonali rzeczy, której nikt się nie spodziewał i otworzyli Cesarzowi drogę na Madryt. O ile była to pierwsza bitwa wygrywająca kampanię w wykonaniu Polaków od czasu Wiktorii Wiedeńskiej, było to jednak wojsko polskie w służbie Napoleona. Trzeba było poczekać cztery i pół miesiąca na zwycięstwo taktyczne Xięcia Józefa Poniatowskiego w bitwie pod Raszynem, które stało się początkiem do błyskotliwej kampanii przeciw Austrii. Wojsko Polskie, tak bowiem nazywały się formacje zbrojne Księstwa Warszawskiego, odebrało Austriakom i Kraków i Lwów. Dywersyjna kampania przeciw Księstwu Warszawskiemu, jako łatwemu przeciwnikowi miała dać agresorom, dzięki łatwemu zwycięstwu, wzrost morale. Austriacy ciągle pamiętali Austerlitz. Chcieli przełamać impas...

RM75-21 Novogrodian Mounted Sotnik – Russia 1363-1386

Figurka konnego setnika z Nowogrodu z drugiej połowy XIV wieku to najnowsza figurka 75mm wypuszczona przez Romeo Models. W ofercie figurek Romeo Models temat wczesnej historii Rusi pojawił się w mini-vinietce 54mm RM54-031 Duel on Dnepr (pojedynek nad Dnieprem). Tym razem duża figurka została wyrzeźbiona przez Sergieja Łupanowa na podstawie rekonstrukcji  Igora Dzysa. Pierwowzorem figurki jest jeden z fresków z Cerkwi Zaśnięcia Bogurodzicy w Wołotowie na przedmieściach dzisiejszego Nowogrodu (Храм Успения Богородицы в селе Волотово под Новгородом). Unikalna XIV wieczna cerkiew (ufundowana w 1363 roku) została zniszczona podczas wojny. Na początku tego stulecia jako wyraz współpracy Rosyjsko-Niemieckiej została odnowiona i na podstawie jej fresków powstał artykuł Aleksandra Szczerbakowa z ilustracjami Igora Dzysa w 12 (3/2000) numerze czasopisma Cekhaus (ЦЕЙХГАУЗ). Uzbrojenie i strój sotnika Jak widać bogaty rycerz ruski nosi zachodni w typie hełm typu łebka (szłom) z kolczą osłoną karku i to jest cała jego żelazna osłona. Zbroję stanowi pancerz – przeszywanica lniana z skórzanymi dodatkami i wspaniały pas owinięty dookoła brzucha. Skórzane paski zwisające jak spódniczka poniżej pasa i na ramionach są wyraźnie bizantyjskim motywem stylizowanym na starożytny Rzym. Wschodni przepych zdobień koszuli, spodni oraz wspaniałe skórzane buty dają duże pole do popisu dla modelarza. Broń to włócznia z proporcem, miecz typowy dla Europy tego okresu i buzdygan. Okrągła tarcza zawieszona jest na pasku. Jak sugeruje podany przez Romeo Models rys historyczny figurki, mógł on brać udział w bitwie na Kulikowym Polu w 1380 roku, gdzie wojska Ruskie pokonały mongolskiego Chana Mamaja. Bitwa ta była pierwszym dużym sukcesem na drodze do uniezależnienia się Rusi od „mongolskiego jarzma”.  W opisie producent też wspomina o udziale Polaków i Litwinów w bitwie, przeciw Rusinom, co jest lekkim nadużyciem „po linii partii”. Rzeczywiście Jagiełło szedł na pomoc Mamajowi, ale nie dotarł na pole bitwy na czas i wycofał się. Królem Polskim został sześć lat później. W pudełku Figurka składa się z 16...